Kiedy jechać?


Moja wyprawa do Kenii i Tanzanii, której głównym celem było zdobycie najwyższej góry kontynentu afrykańskiego, trwała, łącznie z wyprawą na safari, 3,5 tygodnia, a jej początek przypadał na 23 dzień października 2011 roku.

W Afryce jest wówczas pora sucha, a temperatury wynoszą ok. 28-30 stopni.

O czym warto pamiętać?


1. Przewodnik

Można zrezygnować z tragarza, co też zrobiłam, ale – choć droga na szczyt nie wydaje się skomplikowana – obecność przewodnika w trakcie zdobywania Kilimandżaro jest obowiązkowa. Do parku narodowego bez przewodnika nie wejdziemy

2. Żółta książeczka, a w niej pieczątka potwierdzająca, że jesteśmy zaszczepieni na żółtą febrę.

3. Leki na malarię, np. malarone (trzeba pamiętać, że stosowanie ich rozpoczyna się kilka tygodni przed wyprawą).

Ja ich nie używałam, ale decyzję o tym czy brać malarone zostawiam dla Was

4. Moskitiera, silny środek owadobójczy i witamina B (jej zapach wydzielany przez naszą skórę spowoduje, że komary będą nami mniej zainteresowane).

5. Nocleg

Moshi to niewielkie miasto położone kilkadziesiąt kilometrów od najwyższego szczytu afrykańskiego. Dlatego też jest to główny punkt startowy na wulkan Kibo. Tu znajdują się liczne agencje zajmujące się wspinaczką wysokogórską oraz safari. Do Moshi dotrzemy autobusem z Arushy bądź z bardziej odległego Dar es Salam czy Nairobi. Od razu po wyjściu z autobusu zaatakuje nas milion naganiaczy, przekonując, że to właśnie ich agencja organizuje najlepsze safari czy trekking.

Zdobywanie szczytu


Wyprawa trwała 6 dni. Wyruszyłam spod bramy Machame Gate, a koniec mojej trasy znajdował się w Mweka Gate. Mocno odbiegało to od moich planów, w których początek i koniec wyprawy miał być w Marangu Gate. Pierwsze 5 dni pokonywałam z plecakiem w przeciwieństwie do moich współtowarzyszy w grupie, którzy szli na lekko. Może to dlatego w dniu ataku szczytowego dostałam skrzydeł, bo nagle szłam bez 15-kilogramowego obciążenia. 30 października 2011 o godzinie 6.45 lokalnego czasu stanęłam na najwyższym szczycie kontynentu afrykańskiego. Po 6,5 godzinach marszu w mroźnym i silnym wietrze podziwiałam wschód słońca na wysokości 5 730 m n.p.m. w punkcie Stella Point. Stąd od najwyższego punktu Kibo dzieliło mnie ok. 30 minut i 165 m wysokości. W trakcie ataku szczytowego temperatura wynosiła -7 stopni, ale przez silny wiatr temperatura odczuwalna była ok. 15 stopni niższa. Uhuru Peak (szczyt wolności) mnie nie zaskoczyło, ale nie taką temperaturę wyobrażałam sobie na dachu Afryki!


Sciskam i Pozdrawiam Wszystkich
Milka